|
|
GreatFamily Kiersnowscy Witold Kiersnowski -Biogram Rodzina Kiersnowskich Fotoalbum Rodzinny |
||||
| Potomkowie Bułhaków Drzewo Bułhaków | |||||
| gg:
3033818 |
Powrót |
|
Kraj lat dziecinnych
Jan Bułhak
(1876-1951).
legenda polskiej fotografii ...

Artysta urodzony 6 października 1876 roku w Ostaszynie pod Nowogródkiem. "Czułem, że trzeba by opisywać nasze strony, nasz kraj, żeby uświadamiać sobie i przypominać innym te jakieś nienazwane, nie dające się bliżej określić skarby, jakie się w nim kryją" - tak zaczyna swoje wspomnienia utraconego raju dzieciństwa, życia "różami usłanego" Jan Bułhak w książce - "Kraj lat dziecinnych", wydaną przez ASP Rymsza w Gdyni, 2003. "To mój skarb ostatni - pisał w styczniu 1940. - Nie dam go sobie wydrzeć. W obliczu powszechnej zagłady chcę ten skarb zachować jak najdłużej, chcę go utrwalić w piśmie, by nie zginął wraz ze mną. Chcę go jeszcze raz obejrzeć oczami dziecka, olśnionymi ujrzanym w zaraniu pięknem. Chcę go wywołać w całej krasie wbrew dzisiejszemu pohańbieniu. (...) Chcę wszystkie te czarowne wspomnienia wygarnąć z pamiętającego serca, przyoblec w kształty nowe i poczuciem ich żywej istotności walczyć do upadłego ze śmiercią zniszczenia i zapomnienia". Mickiewiczowska Nowogródczyzna, wskrzeszona jego piórem, lśni wszystkimi barwami, pulsuje życiem. Znakomicie skreślone portrety bliskich i znajomych (najpiękniejszy z nich to portret ojca, trudno nie czytać o nim inaczej niż z wielkim wzruszeniem) ożywiają ów ,,błogosławiony skrawek nowogródzkiej ziemi”.
Najwybitniejszy polski piktoralista i twórca polskiej fotografii artystycznej. Fotografią zainteresował się stosunkowo późno, bo około roku 1905. Jego pierwszym narzędziem pracy stał się aparat który żona Anna dostała w prezencie. Zachęcony przez Ferdynanda Ruszczyca założył w Wilnie własną pracownię fotograficzną. Potem wyjechał do Drezna, gdzie w pracowni Hugo Erfurta doskonalił swój warsztat fotograficzny. Dwuletni pobyt w jednym z ówczesnych centrów przemysłu fotograficznego zaowocował ugruntowaniem wiedzy technicznej, mistrzostwem warsztatowym oraz znajomością kierunków estetycznych sztuki fotograficznej tamtych czasów. Wtedy to za swych patronów artystycznych przyjął przedstawicieli środowiska paryskiego: Konstantego Puyo, Roberta de la Sizeranne i Leonarda Missone, jednak po powrocie do Wilna poszedł własną drogą. Pierwszym i najdłużej rozwijanym tematem jego fotografii stało się Wilno. Równolegle do uprawianej twórczości fotograficznej i prowadzenia od 1919 r. wykładów z tej gałęzi sztuki na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie, gdzie w 1939 roku uzyskuje docenturę (...) http://www.negronia.fot.pl/camera/+bulhak.htm
Ostatnią pracą wykonaną na Kresach przez Jana Bułhaka był zespół zdjęć Wilna z pierwszych dni po wkroczeniu do miasta Armii Czerwonej - 13 lipca 1944 r. Zbiór powstał na zamówienie sowieckiej Wojennej Komendantury miasta Wilna. Bułhak wykonał fotografie w stosunkowo krótkim okresie - od lipca do sierpnia 1944 r. W pracy pomagał artyście syn Janusz, również fotografik. Prace podpisane są imionami obu artystów, jednak artystyczne walory zdjęć i ich techniczne cechy wskazują jednoznacznie na Jana jako autora tych fotografii.
Ze spalonego Wilna Bułhak przeniósł się w 1945 r. do Warszawy. Po wojnie uznany już i uhonorowany artysta odbywał w latach 1945-1950 liczne wędrówki po całym kraju, dokumentując polski powojenny krajobraz.
Jan Bułhak najbardziej zasłużony fotografik krajobrazu polskiego tak zachęcał do wycieczki z aparatem za miasto:" Niech idzie w nasze równie polne i leśne, pomiędzy wzgórza faliste i kłośnie szumiące łany, które pokochał w zaraniu młodych lat, pomiędzy opłotki, drożyny i miedze kwieciste, gdzie dzieckiem bawił się szczęśliwy i rześki, niech przyłoży ucho do ziemi rodowymi sokami nabrzmiałej i posłucha co mu macierz szeptać będzie w swej serdecznej, pieszczącej gwarze- niech się wpatrzy w rodzinne bezdroża, trawiaste rozdoły i sine oddale, gdzie śpiewne wiatry, przelatując gnają skłębione chmurzyska i w niebie błękitnem, wysokim piętrzą je w białopióre zwały".
Jan Bułhak zmarł w Giżycku podczas ostatnie swojej wyprawy po kraju z aparatem fotograficznym 4 lutego 1951 roku Artysta wiele publikował na tematy fotograficzne, także sporo pisał o teorii sztuki fotograficznej. Swoje poglądy przedstawił w książkach Estetyka światła (1936), Bromografika (1933), Fotografia ojczysta (1951). Fotografie publikował zarówno w albumach z oryginalnymi pozytywami jak i w formie ilustracji drukowanych oraz pocztówek.
It all started in prewar Vilnius, where the father of Polish photography, Jan
Bułhak, lived and worked before he came to Poland. Many younger artists consider
him the master. Bułhak photographed his beloved city, and his best works reflect
the character of Vilnius with its mysterious nooks and crannies, old women
begging in front of churches and extraordinary residents.
Bułhak's
importance for Polish photography lies not only in his skill in capturing the
beauty of landscapes. As the first chairman of the Union of Polish Artist
Photographers (ZPAF), he defined the role of Polish photography and championed
its cause.
http://www.warsawvoice.pl/archiwum.phtml/5894/
Jan Bułhak należy do grona najwybitniejszych artystów XX w. Fotografował
na terenie całej Polski tworząc przed wybuchem II wojny światowej wielotysięczną
serię Polska w obrazach fotograficznych Jana Bułhaka, a po zakończeniu wojny
realizował nowy „zbiór krajoznawczy” Polska w fotogramach Jana Bułhaka i Syna.
Najwcześniejsze obrazy fotograficzne Bułhaka to nastrojowe krajobrazy z okolic
Mińska i Nowogródka, romantyczne studia postaci kobiet w pejzażu, widoki dworów
rodziny i przyjaciół. Jan Bułhak fotografował dla Zarządu Miasta Wilna tworząc
bezcenny portret architektury, urbanistyki i przyrody tego niezwykłego miejsca.
W fotograficznych obrazach potrafił oddać urodę i niepowtarzalny klimat Wilna,
wynikający z geograficznego położenia oraz wielokulturowości miasta. W Polsce
odrodzonej po zakończeniu I wojny światowej, w ramach zbioru zdjęć
fotograficznych z całej Polski obok cyklu Wilno i Okolice Wilna powstały także
serie: Warszawa, Kraków, Lwów, Lublin, Poznań, Pomorze, Polski Bałtyk i Gdańsk.
Wśród fotografii zabytków architektury zawsze znajdowało się miejsce dla pejzażu
z przydrożnym krzyżem, kapliczką lub młynem, dla studiów kwiatów i chmur. Jan
Bułhak był także portrecistą oraz fotoreporterem. Przykładem jego pracy są
wyraziste portrety dzieci, kobiet i starców fotografowanych w trudnym dla
ludności Wilna wojennym roku 1915. Fotografik pozostawił także cenne
dokumentacje takich wydarzeń jak: otwarcie Uniwersytetu Stefana Batorego w
Wilnie w 1919, konserwacja obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej w 1927 czy
odkrycie grobów królewskich w krypcie katedry wileńskiej 21 września 1931. Wiele
z tych zdjęć znalazło się w prasie ilustrowanej, w przewodnikach, książkach i na
pocztówkach, gdyż Bułhak chętnie współpracował z wydawcami w celu
upowszechniania fotograficznego obrazu Polski. Temu przesłaniu służyła
propagowana przez artystę idea fotografii ojczystej, której celem miało być
zobrazowanie narodowego dziedzictwa kulturowego przez połączenie w obrazie
fotograficznym piękna i wiedzy.
http://www.artinfo.pl/index.php?dzial=WSPOLCZESNA&subdzial=KALENDARIUM_TR&trwajace=1
Michałów wujostwa Kiersnowskich był niepodobny do żadnego innego ze znanych mi dworów, i to ani jako dom, ani jako ludzie. Wyglądał jakoś inaczej, był wstępem do innego, nie znanego mi świata wielkich miast i cywilizacji (...).
Już od podjazdu zaczynało się wrażenie odmienności Michałowa. Nie było tam ganku na kolumnach, tylko długa i szeroka weranda, biegnąca wzdłuż całego frontu i całkowicie okryta dzikim winem. Okna pokoi frontowych otwierały się na tę werandę i z niej było widać ich wnętrza tak blisko, jakby się w nich znajdowało. Ale latem mało do tych pokoi zaglądano, gdyż całe życie ześrodkowywało się na werandzie, gdzie było bardzo przestronnie i cienisto, tak, że wieczorami na stole jadalnym mogła palić się lampa i wiatr do niej nie dochodził. Wesoły światłokrąg, padający na obrus wśród ciemnej oprawy winorośli i na tle błękitnego mroku letniej nocy odcinający mocnymi konturami zebranych przy stole, tworzył obraz pełny zacisznej i nieco tajemniczej intymności, który był dla mnie rzeczą zupełnie nowa, nigdy nie widzianą i bardzo mi przypadał do gustu, chociaż nie zdawałem sobie sprawy dlaczego. W ogóle dom w Michałowie dzięki swojej werandzie i otwierającym się na nią oknom, nisko umieszczonym, robił wrażenie przystępnego, szeroko otwartego na przyjęcie letniej przyrody i blisko związanego z drzewami dziedzińca, a to było bardzo przyjemne, bo niecodzienne, jakieś odświętne i majówkowe.
Michałów leżał niedaleko Baranowicz, stacji kolejowej moskiewsko-brzeskiej, prowadzącej przez Brześć i Terespol do Warszawy, dokąd można było zajechać w ciągu kilkunastu godzin, co wówczas zdawało się nadzwyczajną szybkością. We dworze codziennie otrzymywano pocztę: świeże gazety, pisma i listy, bo wuj Aleksander przy swoich stołecznych interesach miał dużą korespondencję i musiał wiedzieć, co się na świecie dzieje. Baranowicze były nieduże, ale ruchliwe i w pobliżu stacji zaczynało się świetnie rozwijać dzięki niedawno zbudowanej kolei, która połączyła je z wielkimi miastami. Wskutek tego słowo "Warszawa" nie schodziło z ust mieszkańców Michałowa, bo komunikowano się z nią ciągle z powodu częstych rozjazdów wuja Aleksandra, a to wytwarzało odrębną, zupełnie dla mnie nową atmosferę ruchu, zmiany i napływu obcych pierwiastków, która razem pociągała i budziła jakiś ciemny lęk, jak wszystko, co dalekie i nieznane. Na każdym kroku dawały się spostrzegać objawy cywilizacji miejskiej, wytworne przedmioty domowego użytku, przesyłki z poczty i z kolei żelaznej, wzmianki o podróżach i cenach biletów kolejowych, opowiadania o ludziach i rzeczach nowych, dziwnych, czasem może pięknych, nieraz na pewno strasznych... . Do pięknych zaliczałem przede wszystkim samą kolej żelazną, która tak wybitnie oddziaływała na atmosferę Michałowa. Wiedziałem już nie tylko z zabawek, ale i z natury, jak wyglądają pociągi, szyny i tory, wagony i lokomotywa, bom je widział parę razy po drodze do Szczepowszczyzny, w pobliżu Snowia, gdzie drogi się krzyżowały i nasza przecinała tor kolejowy.
(...) Mało też pamiętam chłopców, moich kuzynów, Adzia i Karola Kiersnowskich, gdyż byli ode mnie starsi, uczyli się już w szkołach w Warszawie i mniej bywali w domu. Z rzadkich spotkań z nimi zostało mi wspomnienie jakichś paniczów, bardzo wymagających i mówiących do matki dość niegrzecznym tonem, pełnym poczucia własnej wyższości, a na stronie skłonnych do nieprzyzwoitych i nawet cynicznych rozmów, których słuchałem z nieopisanym przerażeniem i unikałem jak mogłem.
(...) Ciocia Helenka, jako z domu Bułhakówna, była kuzynką mego ojca, którego znała od dziecka i nazywała po imieniu. Często tez przyjeżdżała do nas sama, bo wuj Aleksander był przeważnie nieobecny, odwoływany ciągle do Warszawy przez swoje "roboty" i "podrady" rządowe.
Gawęda Gojcieniska - Ryszard
Kiersnowski
Drogą sukcesji, zastawów lub zupna, a przede wszystkim w następstwie mariaży
dobra Gojcieniskie przechodziły w ręce coraz to innych właścicieli. Pierwsza o
nich wiadomość pochodzi z 1562r., gdy zostały one nadane Łukaszowi Łęskiemu,
łożniczemu Jego Królewskiej Mości wkrótce jednak, bo już w 1589 r. sprzedał on
je Sebastianowi Pakoszowi, od którego nabył je kolejno około 1600 roku znany nam
już Piotr Nonhart. Jego córka, Zuzanna, wniosła te dobra w posagu Jerzemu
Chreptowiczowi, wojewodzie nowogródzkiemu. W rękach tej możnej rodziny
Gojcieniszki pozostawały do około 1660r., kiedy to nabył je za 45 tysięcy
złotych polskich pułkownik Wilhelm Korff, dworzanin JKM.
Znajdowała się tam wówczas, wedle aktu kupna ,,kamienica murowana we dworze
stojąca" jak określano zapewne sam zamek. W dalszym toku dziejów Gojcieniszki
przeszły około 1700r. do Szretterów, a po nich w 1753 r. jako posag Doroty
Szretterówny trafiły do Puttkamerów, których dobra, Bolcieniki i inne,
graniczyły z Gojcieniszkami. Mężem jej został Wawrzyniec Puttkamer, stolnik
inflancki, po którym majątki te przejęła spolonizowana gałąź baronów Osten Saken.
W 1808r. Karol Osten Saken położył na ścianie kaplicy gojcieniskiej obszerne
epitafium w języku polskim ukazujące historię jego rodziny w XVIII i w
początkach XIX w. Wreszcie jego córka, Weronika, słynna z urody i z jeździeckich
umiejętności, po wielu przypadkach związanych ze zsyłką na Sybir poślubiła ok.
1835r.Adama Rymszę z Pęczyna pod Nowogródkiem wznoszą mu. Gojcieniszki, które
odtąd przez pełne sto lat pozostawały w rękach rodziny Rymszów wygasłej dopiero
po Drugiej Wojnie Światowej wraz ze śmiercią ostatnich dwóch Rymszanek, Heleny i
Zofii, córek Edwarda ostatniego właściciela zamku zmarłego w 1937 roku. On to
gotując się do zawarcia małżeństwa wykupił z rąk gminy ewangelickiej w Wilnie
kaplicę gojcieniską oraz przeprowadził ok.1910 roku modernizację zamku
przystosowując go lepiej do potrzeb siedziby mieszkalnej. Został wówczas
dobudowany od frontu duży taras na wysokości piętra oparty na masywnych
filarach, powiększono nieco otwory okienne i klatkę schodową. W toku tych prac
zostały odkryte malowidła ścienne przedstawiające sceny myśliwskie niestety nie
zachowane. Być może były to freski wykonane przez malarza wileńskiego Szrettera
w czasie, gdy Gojcieniszki należały do jego rodziny. Gdy Edwardowi Rymszy
czyniono zarzuty, iż robiąc przeróbki niszczy cenne zabytki miał odpowiadać, że
gdyby niczego nie zmieniano to i na Wawelu byłaby dotąd tylko Smocza Jama.
Wypada jednak przyznać, że nawet po tych zabiegach zameczek gojcieniski należał
do najlepiej zachowanych na kresach północno - wschodnich budowli tego typu,
mimo, iż dziś mieści się w nim szpital psychiatryczny, a dookoła powstały jakieś
przybudówki i plenią się chwasty. Powyższy przegląd, acz bardzo skrótowy,
ukazuje przecież wielorakie związki właścicieli Gojcieniszek z rodzinami z
kręgów ziemi wileńskiej i nowogródzkiej realizowane w znacznym stopniu nie na
drodze starć zbrojnych (chociaż zdarzały się zajazdy), lecz przez kobiety,
Zuzannę, Dorotę, Helenę Weronikę przynoszące w swych wianach tę warownię.
http://www.promemoria.pl/arch/2004_10/legenda.html
Wielkopolski Oddział Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego!
ma służyć
upowszechnianiu w społeczeństwie problemów ziemiaństwa, aby w ten sposób
przyczynić się do przerwania milczenia wokół tej otwartej ciągle sprawy. Oprócz
części stałej zawierającej podstawowe informacje będziemy zamieszczać bieżące
wiadomości oraz głosy gości, którzy zechcą nas odwiedzić.
Stronę tytułową zdobi akwarela Macieja Rydla użyczona łaskawie przez
Autora. Przedstawia ona dworek w Czombrowie (Nowogródzkie), który był wzorem dla
soplicowskiego dworu w "Panu Tadeuszu". Czombrów był według Macieja Rydla
związany z rodziną Mickiewiczów. Barbara Majewska , matka Adama Mickiewicza,
była córką miejscowego rządcy, a żona właściciela Czombrowa - matką chrzestną
Adama. Tam też w 1817 roku odbył się ostatni zajazd na Litwie.
Pragnęlibyśmy bardzo, by ten skromny obrazek dopomógł wygnańcom do
przeniesienia dusz utęsknionych "do tych pagórków leśnych" i "do tych pól
malowanych zbożem rozmaitem" oraz do murów dworów, w których płynęła niegdyś
polska historia. A ponadto, by potrafili tę tęsknotę przekuć w wolę
działania.
http://republika.pl/ptzow/ziem.htm
Losy rodzin ziemiańskich po opuszczeniu
siedzib
Oddział Wielkopolski Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego inicjuje
zebranie materiałów o losach rodzin ziemiańskich po zmuszeniu ich do opuszczenia
swoich siedzib. Zwracamy się zatem z prośbą o odpowiedź w miarę możliwości na
pytania zawarte w zamieszczonej poniżej ankiecie i odesłanie ankiety na adres
Oddziału Wielkopolskiego Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, Paderewskiego 7,
61-755 Poznań.
Obecnie ukazuje się szereg pamiętników obejmujących czasy, w
których ziemianie gospodarowali na swoim. A życie poszło dalej, czas szybko mija
i lata biegną. W życie wchodzi trzecie lub czwarte pokolenie w odmiennych
warunkach. Należy zatem zapewnić materiały źródłowe, które umożliwiłyby
historykom i socjologom opracowanie losów rodzin ziemiańskich po
wywłaszczeniu.